sobota, 27 września 2008

RAJASTHAN


Goa to przeszłość. Wczoraj byliśmy w Delhi, tu A. doznała kolejnego szoku - kiedy ujrzała wieczorową porą Main Bazaar. Ta ulica to mekka wszystkich plecakowców, tu znajdują się dziesiątki, a może i setki tanich hotelików. Poruszanie się tą uliczką w ciągu dnia to sport survivalowy, nawet jej przekroczenie (zaledwie kilka metrów szerokości) to nie lada wyczyn. Poruszają się tu rowery i motorowery, riksze i motoriksze, krowy i byki, samochody i bryczki, ponadto ogromne tłumy tutersów i przyjezdnych.

W Delhi widzielismy Red Fort i Jama Masjid (największy meczet w Indiach). Był to piątek, tuż po zakończeniu modłów, wciąż mnóstwo ludzi wewnątrz i my. Mam nadzieję na kilka interesujących fotek.

czwartek, 25 września 2008

GOA RAZ JESZCZE


Namaskaar,
Kierowca pre-paid taxi w Mumbaiu zgrywał niemowę. Kiedy pytał na lotnisku o wskazówki, jak dojechać do wylosowanego przez nas hotelu, gdy zadzwoniła jego komórka, wciąż słyszeliśmy tylko pohukiwania. A. pożałowała nawet biedaka i zasugerowała tipa. Biedak przemówił, gdy dojeżdżaliśmy do hotelu, przemówił zupełnie dobrą angielszczyzną - poprosił o napiwek. Wituś-sprytuś.

Klasa 2AC pociągów indyjskich jest ok. Obsługa rozdaje prześcieradła, koce, poduszki, ręczniki i koce. Zbiera zamówienia na śniadanie. Pasażerowie to indyjska klasa średnia. Bardzo się to różni od prostego slippersa.

wtorek, 23 września 2008

GOA, PALOLEM


Jesteśmy na rajskiej plaży w Palolem. W prowincji Goa jest najtańsze piwo w całych Indiach. Odżywiamy się owocami moża, ewentualnie warzywami; Indie to raj dla wegetarian, o  mięsie można zapomnieć na czas podróży.

Nie jest to moja pierwsza wizyta w Indiach, dlatego też przyjmuję ze spokojem, to co mnie otacza, ale po A. widzę że pierwszy kontakt z Indiami jest szokujący. Po 10 godzinach lotu z Paryżewa (gry i filmy wideo plus niesmaczne jedzenie) dotarliśmy do Mumbaju. Była północ. Taksówką podróżowaliśmy do hotelu. Nieład to eufemizm w stosunku do tego co zobaczyliśmy po drodze do hotelu.