czwartek, 25 września 2008

GOA RAZ JESZCZE


Namaskaar,
Kierowca pre-paid taxi w Mumbaiu zgrywał niemowę. Kiedy pytał na lotnisku o wskazówki, jak dojechać do wylosowanego przez nas hotelu, gdy zadzwoniła jego komórka, wciąż słyszeliśmy tylko pohukiwania. A. pożałowała nawet biedaka i zasugerowała tipa. Biedak przemówił, gdy dojeżdżaliśmy do hotelu, przemówił zupełnie dobrą angielszczyzną - poprosił o napiwek. Wituś-sprytuś.

Klasa 2AC pociągów indyjskich jest ok. Obsługa rozdaje prześcieradła, koce, poduszki, ręczniki i koce. Zbiera zamówienia na śniadanie. Pasażerowie to indyjska klasa średnia. Bardzo się to różni od prostego slippersa.

wtorek, 23 września 2008

GOA, PALOLEM


Jesteśmy na rajskiej plaży w Palolem. W prowincji Goa jest najtańsze piwo w całych Indiach. Odżywiamy się owocami moża, ewentualnie warzywami; Indie to raj dla wegetarian, o  mięsie można zapomnieć na czas podróży.

Nie jest to moja pierwsza wizyta w Indiach, dlatego też przyjmuję ze spokojem, to co mnie otacza, ale po A. widzę że pierwszy kontakt z Indiami jest szokujący. Po 10 godzinach lotu z Paryżewa (gry i filmy wideo plus niesmaczne jedzenie) dotarliśmy do Mumbaju. Była północ. Taksówką podróżowaliśmy do hotelu. Nieład to eufemizm w stosunku do tego co zobaczyliśmy po drodze do hotelu.

środa, 7 maja 2008

CAB


W Dublinie widuje się blisko 10 metrowej długości limuzyny marki Hummer. Limuzyny należą do Gerrego Hutcha, znanego szerzej jako „The Monk". Monk to urodzony w Dublinie kryminalista, dziś w stanie spoczynku. Pseudonim Mnich pochodzi od "ascetycznego stylu życia", który wiódł po opuszczeniu więzienia jak również od przeszłości, w opinii G. Hutcha nieskalanej żadnym występkiem poza uchylaniem się od płacenia podatków.

czwartek, 7 czerwca 2007

MARAKESZ, AGADIR I ESSAOUIRA


Wróciliśmy do Irlandzkiego domu. Po ostatnim poście odwiedziliśmy Marakesz, Agadir i Essaouirię. O Markakeszu  słyszałem wiele, spodziewałem się czegoś niezwykłego. Jak zwykle w przypadku rozbuchanych ponad miarę oczekiwań nieco się rozczarowałem. Miasto owszem, może i ładne, ale w medinie nie ma zbyt wielu pięknych ukrytych w wąskich uliczkach obiektów, tak jak to było w Fezie czy Meknes.

poniedziałek, 28 maja 2007

INSTYTUCJA PLACU


Jesteśmy prawie na przedmieściach Marakeszu. Po dolinach Todra i Dades utknęliśmy na kilkanaście godzin w mieście o dość trudnej nazwie – Ourzararat, czy coś takiego. Chcieliśmy zobaczyć jakiś przecudnej urody kasbah. Zobaczyliśmy. Jutro około południa powinniśmy dotrzeć do Marakeszu. Zwalniamy tempo. W Marakeszu zabawimy 3-4 dni, później dwa nadmorskie miasteczka i powrót do pracy.

W mieście funkcjonuje instytucja placu. Codziennie wieczorem na placu zbierają się mieszkańcy; kobiety obsiadają schody prowadzące na plac i jego obrzeża; mężczyźni tworzą wianuszki, wokół co bardziej interesujących ludzkich indywiduów. Przyciągać uwagę mogą posiadacze strusiego jaja, kończyny ptaka, posiadacze cudownych eliksirów od głowy bolenia i kuśki stojenia, doskonali oratorzy itp.  

czwartek, 24 maja 2007

SAHARA


Był wszędzie. Na powiekach oczu, w nosie, uszach, zablokował mi klawiaturę telefonu, podejrzewam, że mój aparat już nie działa (najlepszy jest prosty, mojemu staremu nikonowi zapewne zaszkodziła wymiana slajdów podczas wiatru). Czasem miał konsystencję cieczy i spływał przede mną jak woda, innym razem ślizgałem się po nim jak po lodzie, bądź grzęzłem niemiłosiernie, zależnie w której części wydmy się znalazłem. Korpulentne żuczki, żuczki biegacze i inne jaszczurki tną wydmy esami floresami na segmenty tworząc rewelacyjne mozaiki.

Wielbłąd trzęsie okrutnie (szczególnie, gdy kroczy w dół wydmy) uda bolą gdy z niego schodzisz po paru godzinach jazdy, a dziś najbardziej boli mnie wstydliwa część ciała.

niedziela, 20 maja 2007

MEKNES


Marhaba,
Mam przed sobą dziwną klawiaturę, gdzie trudno znaleźć literki. Jesteśmy w Meknes, ostatnie dni spędziliśmy w Casablance - nuda, pierwsze spotkanie z upałem w Fezie (niezwykłe miasto). Dziś jedziemy w kierunku Sahary, coby dwa dni powielbłądzić po pustyni.

Fez jest fantastyczny, jest tam wszystko to, co mi się z wakacjami kojarzy - nawoływanie muezina; arabski souk, dziwni ludzie, upał. Tylko piwa brak. Poza tym w Fezie jest to, co mnie ciągnęło do Maroka - garbarnie skór.  Zapewne kojarzycie, to typowa pocztówka z tego kraju - doły napełnione kolorowa cieczą, krzątający się tam ludzie i skóry. Jakoś chciałem zobaczyć to na własne oczy i sfotografować.