czwartek, 9 sierpnia 2012

MINSTER LOVELL



Idąc ścieżką w tunelu tworzonym przez korony drzew czujesz, że prawie każdy zakątek tej krainy kryje jakiś mroczny sekret. Ciemne, deszczowe chmury, chłód, wilgoć i roślinność opasująca splotami korzeni omszałe kamienie wzmagają to wrażenie. Z zieleni wyłania się dach wiejskiego kościoła, potem kremowe wapienne ściany pokryte mchem, stary średniowieczny cmentarz przykościelny. Piętnastowieczny kościół Kenelma, dedykowany saksońskim świętym, ma swoją legendę. Kenelm, syn króla Kenwulfa, został zamordowany, a jego nauczyciel za podszeptem siostry Kenelma ukrył ciało. Wkrótce potem papież odprawiał mszę w bazylice Św. Piotra w Rzymie, a biały gołąb zrzucił mu zwitek papieru na ołtarz. Na nim napisane były wskazówki, gdzie należy szukać ciała. Papież uświetniając cud ustanowił dzień 17 lipca dniem św. Kenelma. Ciało zostało odnalezione i godnie pochowane.

czwartek, 10 maja 2012

WYSPA STAFFA


Gigant Fionn MacCumhaill żył w Antrim nad brzegiem morza (Irlandia Północna). Spokojny żywot zatruwał mu widok za oknem - po drugiej stronie wody, na szkockiej wysepce Staffa, stał dom wroga serdecznego - Benandonnera. Powody wzajemnej animozji pozostają po dziś dzień nieznane, zachodzi jednakże podejrzenie, że obaj smalili cholewki do tej samej gigancicy...

sobota, 18 lutego 2012

MALHAM COVE


Ongiś, czyli nieco dawniej aniżeli onegdaj, Malham Cove był olbrzymim wodospadem. Wody z topiącego się lodowca wrzynały sie w karboński wapień, podcinały go i w rezultacie uformowały klif, wysoki na 80 metrów i na 300 metrów długi. Erozja była bardziej aktywna w centrum, aniżeli na obrzeżach, dlatego powstał zgrabnie przez naturę zaokrąglony amfiteatr. Dziś woda wciąż łatwo znajduje drogę wsród szczelin wapiennych, ale nigdy już nie podnosi się na tyle wysoko, aby uczynić Malham wodospadem, którym byl w epoce polodowcowej. Ostatni raz zaobserwowano wodę spadającą w dół, po silnych ulewach na początku XIX wieku.

środa, 14 grudnia 2011

DIALEKT


Koledzy zwykle kupują lunch w butty vanie. Butty to mniej więcej tyle co sarnie. Butty brzmi podobnie do botty czy batty, ale dwa ostatnie słówka nie oznaczają kanapki, ale tylną część ciała. Zapisałem kilka słówek na tablicy, dziś widnieje tam wiele innych i żadnego "nowego" słówka dopisanego przez życzliwych nauczycieli slangu nie należy używać "na salonach". Dla żadnego z tych słów nie potrafię też znaleźć polskiego odpowiednika, ich znaczenie muszę opisywać całym zdaniem. A jeszcze niedawno wydawało mi się, że język polski jest  bardziej precyzyjny.

W rejonie mówią w scouse (język niezrozumiały dla obcokrajowca) i jedzą scouse. Nieopodal mieszkają brummie i używają dialektu brummie. Ci, którzy używają scouse albo brummie zainstalowali na smartphonach aplikację, która pozwala porozumieć się z tymi którzy mówią w wiganese. Nigdy bym nie pomyślał, że na tak niewielkiej przestrzeni można używać kilku regionalnych dialektów.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

GOOD MORNING VIETNAM


Na deser pozostała nam Sapa. Górska miejscowość w północnym Wietnamie, która wabi turystów niezwykłej urody krajobrazami (to najlepsze miejsce na spacer między tarasami ryżowymi) i kolorowo przyodzianymi mniejszościami etnicznymi.

Nim się tu dostaliśmy zaliczyliśmy wizytę w znanym już nam Hanoi oraz odwiedziliśmy Hue i Hoi An. W Hue zbawiliśmy tylko kilka godzin, wystarczyło to na poszwendanie się po Cytadeli. W XIX wieku był to główny ośrodek administracyjny w Wietnamie, siedziba cesarza, dam dworu i gromady eunuchów. Podczas wojny Amerykanie celowali w Cytadelę i wyrządzili jej wiele szkód. Ale nawet to, co pozostało jest imponujące. Zdecydowanie warto zajrzeć do Hue.

wtorek, 19 lipca 2011

LAOS


Spokój, żadnej nerwowości. Tak się żyje w Laosie. Po przekroczeniu granicy transportem kombinowanym - minibusem i łodzią, dostaliśmy się na wyspę Don Det. To rejon zwany "cztery tysiące wysp" (na rzece Mekong). Na brzegu pobudowano bungalowy, których tarasy skierowane są ku rzece; tam zawieszono hamaki. Aktywność ruchowa turysty może zostać zminimalizowana do sięgania po butelkę beerlao i wprawiania w ruch hamaka.

środa, 6 lipca 2011

KAMBODŻA


Pierwsze dni wolności spędziliśmy w Phnom Penh. Pierwszy dzień był słodki, drugi gorzki. Muzeum Narodowe i Pałac Królewski dnia pierwszego, wszystko w pastelowych kolorach bardzo nam się podobały. Drugiego dnia poznawaliśmy miejsca związane z historią najnowszą Kambodży - okresem Czerwonych Khmerów. Byliśmy w Choeng Ek, piętnaście kilometrów od stolicy gdzie dziś wznosi się kilkunastopiętrowa stupa ze szklanymi ścianami. Jest tam bodaj siedemnaście platform, na których posegregowano kości pomordowanych tu ludzi. Piętra od jeden do dziesięć to czaszki (posegregowane ze względu na płeć i wiek), powyżej kości długie, nieregularne itd. Zamordowano tu około osiemnastu tysięcy ludzi - mężczyzn, kobiet i dzieci. Jest to jedno z bardzo wielu tzw. pól śmierci.