niedziela, 16 lipca 2006

BITWA NAD RZEKĄ BOYNE


12 lipca 1690 tuż za miastem Drogheda na wschodnim wybrzeżu Irlandii miała miejsce bitwa nad rzeką Boyne.

W dużym uproszczeniu można by rzec, że było to starcie pomiędzy protestantami i katolikami w Irlandii. Dla zwolenników katolickiego Jakuba (Jakobitów) próbującego odzyskać trony w Anglii i Szkocji oraz przywrócić dynastię Stuartów na brytyjskich tronach, była to walka o niepodległość Irlandii, religijną tolerancję dla Katolicyzmu oraz o odzyskanie utraconych majątków. Irlandzkie wyższe klasy utraciły większość swych posiadłości za czasów Cromwella. Utracili prawo wyznawania swojej religii oraz prawo do zasiadania w irlandzkim parlamencie. Dla nich panowanie katolickiego króla Jakuba było środkiem do odzyskania swych praw i majątków oraz zabezpieczeniem autonomii Irlandii od angielskiego parlamentu.


Po drugiej stronie stanęli zwolennicy Wilhelma Orańskiego w Irlandii (Wilhelmici). Opowiadali się oni za utrzymaniem Protestantyzmu i brytyjskiego panowania w Irlandii. Wszyscy oni byli protestanckimi osadnikami pochodzącymi z Anglii i Szkocji. Zamieszkiwali przeważnie północną prowincję - Ulster. Bali się powtórzenia się wydarzeń z czasów tzw. Irlandzkiej Rebelii z 1641 roku, kiedy to doszło do masowych mordów na Protestantach.

Bitwa zakończyła się porażką Jakobitów, dwa dni po bitwie wojska Wilhelma Orańskiego triumfalnie wkroczyły do Dublina, a Jakub uciekł na wygnanie do Francji.

Po dziś dzień wydarzenia te są świętowane przez Oranżystów w Ulsterze. Nocą 11 lipca setki ognisk rozświetlają niebo nad Ulsterem, tak jak ponad 300 lat temu zapalano je, aby wskazać drogę Wilhelmowi Orańskiemu. Największe z ognisk powstają w Belfaście, w zamieszkiwanej przez protestantów dzielnicy Shankill. Lokalne społeczności poświęcają układaniu ognisk wiele dni, ogniska przybierają niebagatelne rozmiary, ludzie rywalizują ze sobą przygotowując stosy drewna.

Następnego dnia odbywają się marsze Oranżystów. Przed laty protestanci z premedytacja drażnili katolików, przemaszerowując przez zamieszkane przez nich dzielnice, prowokowali swym zachowaniem do starć. Prowokowali skutecznie - do starć dochodziło. W ostatnich latach mimo wciąż wyczuwalnego napięcia panującego w połowie lipca między dwiema społecznościami, jest nieco spokojniej (a przynajmniej bezkrwawo). Już tylko policja monitoruje potencjalne punkty zapalne w Belfaście i prowincji, nie ma na ulicach wojska. Nie słyszałem w mediach o żadnych poważnych incydentach w tym roku.

Na zdjęciach murale z Belfastu.



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz