wtorek, 14 października 2008

NEPAL


Zanim znaleźliśmy się w Nepalu po raz ostatni podczas naszej podróży jechaliśmy indyjska koleją. Byl to Shatabdi Express, łączący Delhi z Agrą i jadący dalej na wschód. my odbywaliśmy podróż w przeciwnym kierunku, z Jahnsi do Delhi. Pociąg ten posiada wyłącznie wagony z siedzeniami lotniczymi, wagonów typu sleepers tam nie uświadczysz.

Podróż nasza trwała 4 i pół godziny i przez ten czas karmiono nas jakieś trzy razy. W czasie całej naszej podróży po Indiach nie jadaliśmy tak często i solidnie jak w tym pociągu. Po minięciu każdej stacji serwowano posiłki. A. w połowie drogi powiedziała pas, ja tylko popuściłem pasa.

poniedziałek, 6 października 2008

PRZEMYŚLENIA PANA HENIA


W Agrze lenistwo nas ogarnęło. Po dwóch tygodniach intensywnych wojaży zrobiliśmy sobie dzień odpoczynku i nie robiliśmy nic. Na drugi dzień tylko ikonka Indii - Taj Mahal. dziś jesteśmy w Khajuraho, właśnie zaliczyliśmy następny żelazny punkt w tym kraju - kompleks bajecznie rzeźbionych świątyń, znanych szerzej zapewne dlatego, że niewielki procent tych rzeźb ukazuje jak panie i panowie uprawiają miłość. Nie tylko panie i panowie, jest tu i obrazek pokazujący, że i koń może być najlepszym przyjacielem mężczyzny.

Dziś jeszcze jedziemy do Orchy. Część indyjska naszej podróży dobiega końca, wkrótce udamy się do Nepalu.

czwartek, 2 października 2008

Z RAJASTHANU PO RAZ DRUGI


Żyjemy w wielkim pędzie. Przez ostatnich kilka dni nie mogliśmy nigdzie zagrzać miejsca na, tyle, aby z internetu skorzystać. Drugiego dnia w Udajpurze oglądaliśmy miasto i jego pałace od strony wody. Kiedy zakończyliśmy nasz krótki rejs natknęliśmy się na początek uroczystości weselnych Europejki i Hindusa, a sądząc po rozmachu z jakim wesele było zorganizowane to nie był to biedny Hindus. Zaczęło się wszystko od przejażdżki słoniem, za którym podążał korowód złożony z orkiestry i gości weselnych. Wszyscy udali się na wyspę, na której przygotowany był bankiet (byliśmy na wysepce pół godziny wcześniej, kiedy trwały próby dźwięku).

sobota, 27 września 2008

RAJASTHAN


Goa to przeszłość. Wczoraj byliśmy w Delhi, tu A. doznała kolejnego szoku - kiedy ujrzała wieczorową porą Main Bazaar. Ta ulica to mekka wszystkich plecakowców, tu znajdują się dziesiątki, a może i setki tanich hotelików. Poruszanie się tą uliczką w ciągu dnia to sport survivalowy, nawet jej przekroczenie (zaledwie kilka metrów szerokości) to nie lada wyczyn. Poruszają się tu rowery i motorowery, riksze i motoriksze, krowy i byki, samochody i bryczki, ponadto ogromne tłumy tutersów i przyjezdnych.

W Delhi widzielismy Red Fort i Jama Masjid (największy meczet w Indiach). Był to piątek, tuż po zakończeniu modłów, wciąż mnóstwo ludzi wewnątrz i my. Mam nadzieję na kilka interesujących fotek.

czwartek, 25 września 2008

GOA RAZ JESZCZE


Namaskaar,
Kierowca pre-paid taxi w Mumbaiu zgrywał niemowę. Kiedy pytał na lotnisku o wskazówki, jak dojechać do wylosowanego przez nas hotelu, gdy zadzwoniła jego komórka, wciąż słyszeliśmy tylko pohukiwania. A. pożałowała nawet biedaka i zasugerowała tipa. Biedak przemówił, gdy dojeżdżaliśmy do hotelu, przemówił zupełnie dobrą angielszczyzną - poprosił o napiwek. Wituś-sprytuś.

Klasa 2AC pociągów indyjskich jest ok. Obsługa rozdaje prześcieradła, koce, poduszki, ręczniki i koce. Zbiera zamówienia na śniadanie. Pasażerowie to indyjska klasa średnia. Bardzo się to różni od prostego slippersa.

wtorek, 23 września 2008

GOA, PALOLEM


Jesteśmy na rajskiej plaży w Palolem. W prowincji Goa jest najtańsze piwo w całych Indiach. Odżywiamy się owocami moża, ewentualnie warzywami; Indie to raj dla wegetarian, o  mięsie można zapomnieć na czas podróży.

Nie jest to moja pierwsza wizyta w Indiach, dlatego też przyjmuję ze spokojem, to co mnie otacza, ale po A. widzę że pierwszy kontakt z Indiami jest szokujący. Po 10 godzinach lotu z Paryżewa (gry i filmy wideo plus niesmaczne jedzenie) dotarliśmy do Mumbaju. Była północ. Taksówką podróżowaliśmy do hotelu. Nieład to eufemizm w stosunku do tego co zobaczyliśmy po drodze do hotelu.

środa, 7 maja 2008

CAB


W Dublinie widuje się blisko 10 metrowej długości limuzyny marki Hummer. Limuzyny należą do Gerrego Hutcha, znanego szerzej jako „The Monk". Monk to urodzony w Dublinie kryminalista, dziś w stanie spoczynku. Pseudonim Mnich pochodzi od "ascetycznego stylu życia", który wiódł po opuszczeniu więzienia jak również od przeszłości, w opinii G. Hutcha nieskalanej żadnym występkiem poza uchylaniem się od płacenia podatków.