niedziela, 3 marca 2013

POTOMKOWIE ZESŁAŃCÓW


Jeszcze nie tak dawno temu Australijczyk w Londynie mógł się spotkać z pogardliwym uśmieszkiem i uwagami na temat swych przodków-kryminalistów. Pewnie dlatego wśród Australijczyków rodziły się mity o "niewinnych" wysyłanych kolonizować Nową Południową Walię, czy też o romantycznych Irlandzkich rewolucjonistach karanych zsyłką.

Tego rodzaju opinie były głoszone nawet przez niedouczonych historyków (albo tych fałszujących historię). Na ten przykład Arnold Wood zadał retoryczne pytanie: "Czyż nie jest faktem, że ohydni kryminaliści byli traceni w Anglii, podczas gdy ich niewinne ofiary tworzyły Australijską demokrację?"


Niestety badania historyczne zadały kłam tego rodzaju stwierdzeniom. W roku 1965 ukazała się statystyczna analiza L.L. Robsona. Zadał on sobie trud i przejrzał losowo dokumenty dotyczące około 150 tysięcy ludzi zesłanych do Australii. Połowa, a nawet dwie trzecie wszystkich zesłańców  to byli ludzie mający kilka wyroków; ośmiu na dziesięciu to złodzieje i tylko niewielka frakcja to Irlandzcy bojownicy o wolność.

Ogromna większość wywodziła się z miast. Prawie wszyscy to byli nie posiadający żadnych nieruchomości pracownicy fizyczni, trzy czwarte to single, a ich średni wiek to 26 lat. Niestety staruszka kradnąca ser, czy młodzian kradnący książkę; którzy znaleźli się w pierwszym transporcie to były raczej wyjątki od reguły.

Można wyróżnić cztery fazy "transportów" do Australii.

Pierwsza "prymitywna" faza obejmowała okres między rokiem 1787 a 1810. To była próba "przewietrzenia" angielskich więzień i zademonstrowania obecności na Pacyfiku. Tylko 9300 mężczyzn i 2500 kobiet zostało zesłanych w tym okresie (co stanowiło 7% całości). Początkowo było to około tysiąca ludzi rocznie; liczba ta zmniejszyła się gdy doszło do wojen Napoleońskich i skazańcy byli bardziej potrzebni do pracy w stoczniowych dokach, a wysyłanie okrętów na drugi koniec świata gdy za miedzą-wodą panoszył się mały Korsykanin mijało się z celem.

Druga faza obejmowała lata 1811-1830. Skoro znaleziono "ujście" dla kryminalistów, szkoda było z niego nie skorzystać. Poza tym Anglia doświadczyła kilku kryzysów wewnętrznych; populacja wysp prawie się wówczas podwoiła z 10 do 18 milionów, ceny szybowały, płace robotników leciały na łeb na szyję, mechanizacja zwiększała bezrobocie, ponadto zaczęła się migracja ze wsi do slamsów. Nietrudno sobie wyobrazić, że w takich warunkach przybywało też kryminalistów. W drugim okresie przetransportowano 50 tysięcy ludzi, co stanowi  31% . System transportu osiągnął w tym okresie swą pełną wydajność.

Trzeci okres obejmował tylko dekadę - lata 1831-1840. W tym okresie wysłano 51200 "kolonizatorów", ponad dwukrotnie więcej aniżeli w ciągu poprzednich dwudziestu lat. Wyjątkowo aktywnym rokiem był 1833 gdy do Sydney i na Tasmanię (Van Diemen's Land) wysłano blisko 7 tysięcy emigrantów wbrew woli. Wcześniej transporty skazańców były powszechnie akceptowaną receptą na przestępczość wśród Brytyjczyków, idea resocjalizacji była tu jeszcze nieznana, choć poddawana już testom przez kochających nowości Amerykanów. W latach 30 XIX wieku przyjęto English Prison Acts co zwiastować mogło koniec transportów, poza tym pojawiały się opinie o potrzebie zakończenia wywózki skazańców wzmagane przez anty-niewolnicze sentymenty, Brytyjscy liberałowie dowiedzieli się jak działa system i byli tą wiedzą zszokowani. Poza tym Australijczycy urodzeni w Australii zaczęli mieć dość życia ze stygmatem potomków kryminalistów. W roku 1840 ustały transporty do Nowej Południowej Walii.

W ostatnim okresie wysyłano skazańców tylko na Tasmanię, w okresie 1841-1850 wysłano tam 26 tysięcy skazanych. Transporty zakończyły się przed rokiem 1868.

Jako się rzekło cztery piąte transportowanych stanowili skazani za przestępstwo przeciwko cudzej własności. Trend ten utrzymywał się od początku aż do końca. 34% zostało zesłanych za niezdefiniowaną dokońca kradzież, 15% za włamania, 13% za kradzież zwierząt domowych/hodowlanych. Całe 6% procent dopuściło się kradzieży odzieży ("theft of wearing apparel"), co niech uprzytomni nam jak źle ubrana była biedota przed rozpoczęciem masowej produkcji ubrań. Tylko 3% skazanych stanowili ci, którzy dopuścili się przestępstw przeciwko drugiej osobie - napad, gwałt czy porwanie. Zaledwie 4% transportowanych dopuściło się przestępstw konspiracji, zdrady czy fałszowania pieniędzy. 60% to byli recydywiści, a 35% dopuściło się co najmniej czterech przestępstw, nim dostało bilet do Botany Bay. Mężczyźni przewyższali liczebnie kobiety w stosunku 6 do 1, w czasie całego okresu transportów zaokrętowano 24960 kobiet - mniej więcej po połowie do Botany Bay i na Tasmanię.

Nasz dzisiejszy odbiór pojęcia "klasa społeczna" został wykoślawiony przez myślicieli w rodzaju Engelsa, którzy wyróżniali tylko dwie - proletariat i burżuazję, ale w XVIII-XIX wiecznej Anglii istniała również klasa kryminalistów.  Miała ona swój własny żargon, hierarchię i nabytą przez lata praktyki wiedzę zawodową; kunszt złodziejski był przekazywany z mistrza na ucznia. Podejmowano nawet próby aby ocenić liczebność tej klasy: Patrick Colquhoun w roku 1797 doliczył się 50 tysięcy prostytutek i 10 tysięcy złodziei w Londynie, podczas gdy inni rachmistrze oceniali liczebność półświatka na 115 tysięcy czyli 12% populacji miasta. Nic więc dziwnego, że znajdowali się tacy, co to chcieli usunąć robaczywe jabłka i zapobiec w ten sposób zatruwaniu zdrowych. To nawet nie była próba karania kryminalistów, ile próba "usunięcia chwasta", nieważne co się z nim stanie tam, ważne że nie będzie go już tutaj. Próby te spaliły na panewce - transporty
skazanych nie rozwiązały problemu "klasy kryminalistów", metoda ta nie szukała i nie leczyła przyczyn, była tylko próbą usunięcia skutków.

Nie ma wątpliwości, że wielu Brytyjczyków utrzymywało się po części lub w całości z przestępstwa. Podczas procesu, a potem już po zaokrętowaniu ludzie musieli określić swój zawód. Dwie największe grupy identyfikowały się jako pracownik rolny (20%) lub robotnik (19%). Skazani częstokroć nie potrafili określić w ten sposób swego zawodu i był on nim nadawany przez "rachmistrza". Niech za przykład posłuży wspomnienie Petera Cunninghama z jego podróży do Australii jako chirurg-superintendent z roku 1819. Nakazał on marynarzowi sporządzić takową listę "i ten podchodzi do mnie pełen wątpliwości, drapie się w głowę i mówi: gdy pytam się o zawód, odpowiedź od trzech czwartych skazanych brzmi złodziej; czy powinienem wpisać robotnik?".

Henry Mayhew opisał ponad 100 podgrup kryminalistów używając określeń zaczerpniętych z ich żargonu, poniżej mała próbka:
- "drag sneaks" ci, którzy kradną bagaże z powozów i pociągów,
- "snoozers" drzemią w poczekalniach kolejowych i ulatniają się z obcym bagażem,
- "star-glazers" wycinają otwory w oknach wystawowych i usuwają przedmioty,
- "till friskers" trzepią kasy sklepowe, gdy właściciel nieobecny lub zajęty,
- "noisy-racket men" kradną porcelanę z chińskich sklepów,
- "snow-gatherers" kradną wypraną i suszącą się na żywopłotach odzież,
- "skinners" kobiety które kuszą żeglarzy i pozostawiają ich bez odzieży.

Ówczesne brytyjskie prawo było bardzo restrykcyjne i surowo karało za drobne przewinienia, ale popularne wśród Australijczyków wierzenie, że typowy zesłaniec zgrzeszył raz i był za to niewspółmiernie do przewinienia ukarany to raczej pobożne życzenie, a nie historyczna prawda. Tym bardziej chyba można i należy Aussich podziwiać za to jak ich kraj funkcjonuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz