poniedziałek, 17 czerwca 2013

HUMORU POCZUCIE

W którym kraju na premiera wybiera się kolesia który był mistrzem w piciu piwa na czas, kobieciarzem, imprezowiczem, rozrabiaką, a po zwycięstwie krajowej załogi w regatach America’s Cup zasugerował na antenie telewizyjnej, żeby rodacy wzięli dzień chorobowego (“I tell you what, any boss who sacks anyone for not turning up today is a bum.”)? Oczywiście w Australii! Tym człowiekiem był Bob Hawke, premierował Australii przez 8 lat i 267 dni. Tak jak wszyscy Australijczycy Bob miał poczucie humoru. Niedługo po obraniu go na urząd Premiera uczestniczył w obiedzie dla 700 osób, wśród gości była delegacja z Indii. Podczas spotkania mówiąc z hinduskim akcentem opowiedział następujący dowcip:
Pani Premier Indii Indira Gandhi szukała sposobu, aby odwrócić uwagę od bałaganu politycznego i fatalnych wyników ekonomicznych. Jeden z doradców zasugerował loterię narodową. Obywatele kupują losy w nadziei wygranej jednej z trzech tajemniczych nagród. Losowanie odbywa się na wielkim stadionie, oglądają to wydarzenie miliony ludzi. Trzecia nagroda losowana jest jako pierwsza. Zwycięzca otrzymuje bilet dookoła świata samolotami Air India i jest bardzo ukontentowany z nagrody. Następnie losuje się drugą nagrodę. Tym razem zwycięzca nie jest zadowolony. Nagrodą jest placek z owocami. Wylosowany twierdzi, że druga nagroda powinna być cenniejsza od trzeciej. Prowadzący imprezę zwraca uwagę „Ale ten placek został upieczony przez Indirę Gandhi”. Zwycięzca drugiej nagrody rzecze: „Pieprzyć Indirę Gandhi”. Prowadzący: „O nieeee. To jest pierwsza nagroda!!”. 

Premierzy Australii, nie tylko opowiadali dowcipy, ale bywali bohaterami dowcipów:
Kapitan australijskiej drużyny krykieta Michael Clarke, papież, premier John Howard i uczeń szkoły podstawowej są na pokładzie samolotu, który ulega awarii. Jest czworo pasażerów i tylko trzy spadochrony. Krykiecista wstaje bierze spadochron mówi „Jestem supergwiazdą, muszę żyć aby cieszyć moich fanów spuszczając łomot Brytyjczykom” i skacze. Drugi podrywa się John Howard. „Jestem najmądrzejszym premierem jakiego dotychczas miała Australia, muszę żyć aby dalej rządzić krajem”. I tyle go widzieli. Wtedy papież rzecze do ucznia „Jestem starym człowiekiem, przeżyłem już swoje życie, weź pozostały spadochron”. Na co uczeń odpowiada „Wszystko jest pod kontrolą, nasz najmądrzejszy z premierów wziął mój tornister. Mamy po spadochronie”.


Australijczycy zadowoleni są z życia, cieszą się z tego gdzie przyszło im żyć, dają temu wyraz w dowcipach. Oto przykład:
Pewien Amerykanin pisze książkę o kościołach świata. Podróżuje z południa na północ USA wizytując po drodze kościoły. W pierwszym kościele dostrzega na ścianie złoty telefon i cennik - 10 tysięcy dolarów za połączenie. Ksiądz wyjaśnia, że jest to bezpośrednie połączenie z niebem i można porozmawiać z Bogiem. Takie same telefony wiszą w każdym kościele, w każdym amerykańskim mieście podczas podróży. Książka byłaby bardzo niepełna gdyby nie zamieścić tam informacji o kościołach w innych miejscach świata. Autor ląduje w Australii, wizytuje kościół. Na ścianie wisi taki sam telefon i cennik – 10 centów za połączenie. Amerykanin zagaduje księdza i pyta dlaczego tutaj jest tanio. Ksiądz uśmiecha się i odpowiada „Jesteś w Australii, koleś. To połączenie lokalne.”

Drugi dowcip w podobnym tonie:
Na początku Bóg stworzył dzień i noc. Dzień stworzył na mecze footie (futbolu australijskiego), chodzenie na plażę. Noc aby łowić krewetki, pić piwo przy barbie (barbeque) i spać. I widział Bóg, że to było dobre. Tak upłynął dzień pierwszy.
Drugiego dnia Bóg stworzył wodę – aby surfować, pływać, urządzać barbie na plaży. Widział Bóg, że to było dobre. I tak upłynął dzień dzień drugi.
Trzeciego dnia stworzył Bóg ziemię, aby dostarczała tytoń oraz słód i drożdże na piwo, drewno na barbie. I widział Bóg, że to było dobre. Tak upłynął dzień trzeci.
Czwartego dnia Bóg stworzył zwierzęta, aby dawały kotlety i kiełbaski na barbie. I widział Bóg, że to było dobre. Tak upłynął dzień czwarty.
Piątego dnia stworzył Bóg człowieka, żeby mógł chodzić na footie, plażować, popijać piwo i jeść grilowane kotlety. I widział Bóg, że to było dobre. Tak upłynął dzień piąty.
Szóstego dnia Bóg zauważył, że człowiek jest samotny i potrzebuje kogoś, aby chodził z nim na futbol, plażę, piekł kiełbaski na barbie. Dlatego stworzył Bóg kolegów. I widział Bóg, że to było dobre. Tak upłynął dzień szósty.
Rozejrzał się Bóg siódmego dnia, zobaczył skwierczące kiełbaski na barbie, usłyszał syk otwieranego piwa i śmiechy kolegów. I widział Bóg, że to było dobre. No, prawie dobre. Bóg zauważył, że ludzie są zmęczeni i potrzebują odpoczynku. Dlatego stworzył Bóg Sheilę, aby sprzątała dom, dbała o dzieci, gotowała, czyściła grilla. I widział Bóg, że to było dobre, widział że to wspaniałe. Tak powstała Australia.

Pozostając jeszcze przez chwilkę w boskich klimatach, dajmy głos tym Australijczykom, którzy mają inną wizję świata i nie uważają się za „wybranych”:
Po sześciu dniach tworzenia świata Bóg znika dnia siódmego. Archanioł Michał przyłapuje Boga na odpoczynku. Bóg wzdycha i z satysfakcją wskazuje na coś w chmurach.
„Co to jest?”
„To planeta, stworzyłem tam życie. Nazywa się Ziemia i będzie miejscem doskonałej równowagi”.
„Równowagi?” z powątpiewaniem zagaduje Archanioł.
Bóg wskazując na poszczególne części planety wyjaśnia: „Północna Europa będzie bogata, podczas gdy południowa będzie biedniejsza, a Bliski Wschód będzie ogniskiem zapalnym. Tu jest Afryka - kontynent czarnych ludzi. Tam jest Ameryka. Północna Ameryka będzie bogata, podczas gdy południowa biedna. Ameryka środkowa będzie punktem zapalnym. Dostrzegasz równowagę?”
“Tak” odpowiada Michał i jest pod wrażeniem. „A co znajduje się tam?” wskazując na mały kompleks wysp.
„Ach, to jest Nowa Zelandia. Najpiękniejsza część świata. Są tam śliczne góry, lasy, rzeki i niezwykłej urody wybrzeże. Ludzie są piękni, mądrzy, pracowici, będą znani na świecie jako dyplomaci i krzewiciele pokoju. Obywatele tego kraju mają silne osobowości, będą podziwiani przez wszystkich, którzy się na nich natkną”.
„OK, ale gdzie tu jest równowaga?”
„Poczekaj, póki zobaczysz tych dupków, których umieszczę nieopodal”.

Powinniście wiedzieć, że Australijczycy bardzo lubią swoje piwo i są z niego dumni:
Dwóch Australijczyków dryfuje na łodzi ratunkowej pośrodku oceanu. Przeszukując zapasy na łodzi, jeden z nich wyciąga lampę, pociera ją, wyskakuje dżin i mówi, że może spełnić tylko jedno życzenie. Ten który znalazł lampę rzecze: „Zmień ocean w VB (gatunek tutejszego piwa)”. Dżin znika, ocean stał się browarem. Odzywa się drugi Australijczyk „Ładnie, ładnie koleś. Teraz będziemy musieli sikać do łodzi.”

Australijczycy cenią sobie męską przyjaźń:
Sheila nie wróciła do domu jednej nocy i Bruce pyta ją następnego dnia gdzie była. Sheila odpowiada, że została na noc u koleżanki. Podejrzliwy Bruce dzwoni do dziesięciu najlepszych psiapsiółek. Okazuje się, że u żadnej z nich nie było Sheili. Tydzień później Bruce nie pojawia się na noc w domu. Serwuje żonie podobną wymówkę – zasiedział się u kolegi. Sheila obdzwania dziesięciu najlepszych kolegów. Ośmiu potwierdza, że Bruce był u nich ostatniej nocy, dwóch zapewnia że wciąż tam jest.


Aussie uważają, że ich kobiety, przewyższają pod względem urody Brytyjki:
Australijczyk i Brytyjczyk wpadają na siebie w supermarkecie. Brytyjczyk tłumaczy, że jest nieco roztrzęsiony bo między regałami zaginęła żona. Australijczyk mówi, że jemu przytrafiło się to samo i proponuje aby razem poszukali kobiet. „Jasne” odpowiada Anglik, „jak wygląda Twoja Żona?”.
„Blondyna, długie włosy, szczupła, opalona, duże piersi, ma na sobie obcisłą bluzkę, mini i klapki. A Twoja?”
„Zapomnijmy o mojej. Szukajmy Twojej”.

Tu dla kontrastu historyjka uświadamiająca nam, że niektórzy Aussie bardziej cenią walory intelektualne POMsów (POM pochodzi od zwrotu Prisoner of Mother England), a nawet Irlandczyków:
Brytyjczyk chciał zostać Irlandczykiem, dlatego udał się do lekarza. 
Lekarz: „To bardzo trudna i niebezpieczna operacja. Muszę usunąć część mózgu. Ryzyko jest duże”.
Brytyjczyk: „Zawsze chciałem być Irlandczykiem. Zaryzykuję”.
Po operacji pacjent się wybudza i widzi zafrasowaną twarz lekarza. 
Lekarz mówi: „Jest mi strasznie przykro, zbyt dużą część mózgu usunęliśmy.”
Na co pacjent „No worries, mate”

Kolejny przykład nienajlepszej samooceny Australijczyków:
Australijczyk z żoną siedzą w salonie i nagle on mówi: „Nie chce nigdy być warzywem, leżeć podpiętym do maszyny i być karmionym płynami. Jeśli kiedykolwiek do tego dojdzie odłącz mnie od niej”. Po tych słowach żona wyłączyła telewizor i zabrała piwo. 

Dość okrutny przykład na to, że Australijki może i są fizycznie atrakcyjne, czasem niestety nie idzie z tym w parze piękno duchowe:
Uciekinier z więzienia (gdzie spędził 15 lat) włamuje się do domu w poszukiwaniu pieniędzy, pożywienia i piwa. W sypialni terroryzuje parę Australijczyków. Każe kolesiowi usiąść na krześle i przywiązuje do mebla. Gdy pęta kobietę pochyla się nad nią, całuje w kark i udaje się do łazienki. Wtedy mąż szepcze do żony: „Posłuchaj facet jest niebezpieczny, spójrz na jego ubranie, prawdopodobnie spędził długi czas w więzieniu. Widziałem jak całował Cię. Jeśli będzie chciał seksu nie opieraj się, bo kiedy się zdenerwuje może nas oboje zabić. Bądź dzielna. Kocham Cię.”. Na to żona odpowiada: „On mnie nie całował, on szeptem powiedział że jest homoseksualistą, że jesteś bardzo przystojny i zapytał czy mamy wazelinę. Powiedziałam że jest w łazience. Też Cię Kocham. Bądź twardy i nie pękaj”.

Australijczycy kipią testosteronem i przewyższają facetów urodzonych gdzie indziej:
Chłodna noc, rozgwieżdżone niebo, ognisko przy którym grzeje się trzech lotniarzy. Nowozelandczyk Kiven zagaja: „Najtwardszymi lotniarzami jesteśmy my – Kiwi. Raz lądując wypłoszyłem z mokradeł krokodyla. Bydlak zeżarł sześciu ludzi zanim uwolniłem się z uprzęży, rzuciłem się na niego i gołymi rękami zatłukłem”. Jerry z Republiki Południowej Afryki na takie dictum odrzekł: A ja raz po dwustumilowym locie, wylądowałem na pustyni w Namibii. Podpełzł do mnie wąż, wtedy ja chwyciłem go, urwałem głowę, wyssałem z niego cały jad. I co? Nic. Siedzę tu sobie z Wami.” Bruce, Australijczyk, nic nie mówił, grzebał tylko penisem w ognisku.

W latach 70 Len Evans, jeden z dziennikarzy The Australian, zorganizował konkurs na typowy australijski dowcip. Zwycięski żart zacytuję w wersji oryginalnej; skorzystajcie z pomocy Urban Dictionary, aby dociec o co w nim chodzi. Dla ułatwienia dodam, że kluczowe są słowa "route", "stuck" i "drought":
Two drovers are talking. One says to the other: "I'm taking 600 head from Goondiwindi to Mudgee next week." The other asks, "What route are you taking?" The first man replies, "Oh, I think I'll take the missus. She stuck to me pretty well during the last drought."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz